Tak czasami się czuję. Że coś robię dobrze, a zaraz później psuję kolejne rzeczy...
Nie wiem czy to co robię, można nazwać dietą, ograniczam się w jedzeniu, ćwiczę co dziennie 1,5h (wczoraj tylko godzinę), ale te pieprzone słodycze.....
Jutro powrót na weekend do domu, już nie mogę się doczekać.
Wiem, że wczorajsze walentynki to był zupełnie normalny dzień, to znaczy, dla zakochanych oczywiście wyjątkowy, dla mnie był po prostu wtorkiem, ake jakoś mi przykro... Brakuje mi tego, że jestem tak daleko i nie zawsze mogę mieć to, czego potrzebuję, Takie głupie rozważania, ale czasem mam gorszy dzień... ;)