ZAREJESTRUJ »ZALOGUJ SIĘ »

"Diety Papilot": Zarejestruj się »   Moje konto »   Pomoc »


 

Wyniki wyszukiwania dla: Kilogramy

Moja wielka, piękna przygoda .....c.d.
( 2010-05-22 08:52:04 )
...Moje kochane towarzyszki doli i niedoli, dziękuję za zainteresowanie moją historią, za bardzo ciepłą i miłą reakcję na to, co mnie spotkało.Zanim zacznę dalej muszę napisać, że zdjęć na razie zamieszczać nie mogę. Dopiero jak ukażą się oficjalnie na stronie Klubu Zwycięzców Vitalii wraz z moją historią odchudzania. Takie są zasady. Przebierałam z niecierpliwości nogami by pochwalić się Wam, co mnie spotkało i  dostałam zgodę tylko na opisanie zdarzenia. Zresztą ja sama zdjęć jeszcze nie widziałam, tylko zadowoloną minę Pana Artura fotografa.Też czekam z wielką niecierpliwością by je zobaczyć. Gdzie jeszcze mogą ukazać się zdjęcia - nie mam pojęcia, czy wogóle będą gdzieś jeszcze poza Klubem Zwycięzców. Może?W każdym razie były to tylko zdjęcia.A teraz c.d.Przyjechaliśmy do studia. Pani Kasia już czekała. Zobaczyłam porozwieszane ubrania, sukienki, żakiety, takich, których wczoraj nie mierzyłam, i te znajome, przymierzane ubrania. Na podłodze rząd butów, wszystkie na bardzo wysokich obcasach. O Matko! pomyślałam.Ja sama byłam w dżinsach i płaskich mokasynkach. Miałam ze sobą bieliznę ciemną i jasną, rajstopy w różnych odcieniach, kosmetyki i 2 pary moich butów. Poza bielizną wszystko inne okazało się niepotrzebne.Na stole w studiu leżało sporo różnych owoców i warzyw i patelnia. Nie śmiałam pytać po co?Były napoje dla nas, woda, kawa, herbata, soki. Ja piłam tylko wodę, bo w gardle pojawiła się nagle ni stąd ni zowąd gula i wiedziałam, że już nic nie przełknę. A miałam w torbie banana i czekoladę (na wszelki wypadek).Pan Artur przyglądał mi się, rozmawiał, uśmiechał i mówił, że wszystko będzie dobrze.Pani Kasia zdecydowała, że najpierw poprzymierzamy to, czego jeszcze nie mierzyłam wczoraj. Spodobała mi się bardzo granatowa sukienka bez ramiączek z rozkloszowanym dołem, długość do kolan, do niej miałam żakiecik i cudne wysokie szpilki. Po przymiarkach Kasia zdecydowała w czym będą zdjęcia, a co wędruje z powrotem do toreb.Tak naprawdę to ja już byłam zmęczona, a zdjęcia się jeszcze nie zaczęły.Chwila odpoczynku i malowanie. Spokojnie, rozmawiając, trochę żartując, malowała mnie Kasia a Pan Artur zrobił kilka zdjęć. Ja nie miałam przed sobą lustra, więc efekt zobaczyłam, jak makijaż był już kompletny.Nie wiedziałam co powiedzieć. Kurczę, nie było źle, więcej, było dobrze, ale czy to byłam JA????Serce przyspieszyło bicie, w lustrze widziałam twarz w czekoladowych włosach, mocno podkreślone oczy (tak jak ja sama nigdy nie maluję), pięknie zaznaczone usta. I znowu w głowie pytanie - czy JA tak wyglądam???????W lusterku patrzyła na mnie buzia podobna do mnie ale całkiem inna, jakby moja siostra.Niech będzie na razie siostra, bo za chwilę serce wyskoczy mi ze stanika i będzie dramat, a nie zabawa. Nie miałam czasu na rozpamiętywanie swojego nowego wizerunku, bo trzeba było się przebierać. Na pierwszy ogień poszła właśnie ta granatowa sukienka. Stanęłam na podium. Po bokach światła, ja mam narysowane kółko, poza które nie powinnam wychodzić. Obcasy mają chyba więcej niż 10 cm, a może nie?Proszę być sobą, naturalnie. Dobre sobie.A przy tym, plecy proste, brzuch wciągnąć, ręka tak, ręka siak, nóżka zgięta, nóżka lekko do tyłu. uśmiech proszę, plecy proste, o tak, o tak, znakomicie, brzuch wciągnąć, o, teraz lepiej, plecy prosto, noga troszkę w tył, znakomicie, brzuch wciągnąć .............czekałam, jak na zbawienie na słowa - znakomicie, doskonale, o tak, o tak, pięknie, one dodawały otuchy, utwierdzały, że to co robię nie jest beznadziejne.Kiedy myślałam, że to już koniec zdjęć w tej sukience, usłyszałam, że to była  tylko rozgrzewka.Teraz miałam zakręcić się, żeby sukienka zawirowała.Dziewczyny, moja głowa też wirowała, a w niej, jedna myśl, tylko się nie wywal, i na tym się skupiłam, a tu jeszcze uśmiech, ręka, palce, pięta. Kiedy pan Artur powiedział jest, doskonale, szybko zbiegłam z podium. A tu nici. Muszę wrócić. Teraz będą zdjęcia z patelnią pełną zielonych warzyw. Mam na 3-4 podrzucić warzywa do góry i nie próbować ich łapać, niech lecą gdzie chcą, nie otwierać przy tym buzi, nie zamykać oczu, uśmiechać się, rzucać tak, by nie zasłaniać nimi twarzy itd. itp.Prób było kilka. Potem kolejny zestaw ubrań i od nowa. Już bez patelni ale za to z owocami. Były zdjęcia z arbuzem, bananami, jabłkiem, truskawkami.Kolejne ubrania i kolejne pomysły na zdjęcia.Pani Kasia co chwilę podchodziła do mnie, od nowa malując usta, pudrując nos, policzki, poprawiając włosy, a jak nic nie poprawiała to lekko rozśmieszała, pokazując jak mam ustawić nogi, była z lewej i prawej strony, była obok Artura, była przed nim i za nim. Uśmiechnięta, pochłonięta swoją pracą, cudna. I ten jej okrągły 8-miesięczny brzuszek. Skoro ona tak lekko wytrzymuje to ja też nie mogę być gorsza.Pan Artur był znakomity w swej profesji. Miał jasną wizję tego co chciał zrobić, i konsekwentnie mobilizował mnie do współpracy. Miał cierpliwość anioła.Jako ostatnią, Kasia zostawiła małą czarną z malinowym żakiecikiem.Ale do niej umaluję Panią mocniej, powiedziała.  Jeszcze mocniej? pomyślałam. Ok. mówię, niech się dzieje co chce.Kolejne malowanie i kolejne spojrzenie w lustro. O, kurcze blade, zobaczyłam tym razem twarz  wampa, tak mi się przynajmniej zdawało. Pan Artur powiedział - znakomicie, a jak włożyłam sukienkę dodał - Pani musi sobie te sukienkę kupić, koniecznie.I jak tu się nie mobilizować do współpracy. Minęło kilka godzin. Oni młodzi, to i moce przerobowe inne. Były dwie krótkie przerwy, jedna, kiedy Pan Artur stwierdził, że ja muszę  chwilę odpocząć, bo widać w obiektywie bezradne spojrzenie, a druga, bo trzeba było coś tam wyprasować.Skończyliśmy po południu. Siedzieliśmy, piliśmy wodę i nikomu się nie spieszyło. Kasia z apetytem zajadała jabłko. Mnie tylko pić się chciało.Pan Artur powiedział, że jest bardzo zadowolony z sesji. I, że bardzo dobrze mu się ze mną pracowało. To było dla mnie miłe podsumowanie dnia.Jak zdąży przygotować do poniedziałku materiał zdjęciowy to umówimy się i zobaczę siebie na zdjęciach. Wracałam do domu pełna wrażeń, szczęśliwa, zmęczona. Z każdą minutą czułam coraz większy ból głowy, i coraz większy głód. Dopiero w drodze powrotnej dotarło do mnie, że zjadłam maleńkie śniadanie o 7.30 i do późnego popołudnia piłam tylko wodę. Szybko wyciągnęłam banana z torby i jadłam jak największy delikates.Mąż w domu nie zchwycił się moimi włosami (jego typ to blondynka i to jasna), ale mocno mnie przytulił i zapytał - fajnie było?Super, super powiedziałam i na dlugą chwilę zostałam w jego dobrych, ciepłych ramionach.Dzisiaj, z perspektywy kilku dni mogę powiedzieć, że była to przygoda mojego życia. Miałam w życiu wiele innych przygód, zdarzeń, dobrych, doskonałych i mniej doskonałych. Ale ta ostatnia jest wyjątkowa, wyjątkowa przez to, że przytrafiła mi się właśnie teraz, kiedy jestem już na emeryturze, że była przygodą ze mną w roli głównej, że pozwoliła mi poczuć się młodo, atrakcyjnie, kobieco, i uświadomiła mi, że w każdym wieku życie może być piękne i może nieść ze sobą wiele niespodzianek. Moje Kochane, zawsze warto zawalczyć o kilka kilogramów mniej. Naprawdę warto....
Kolejne dni ...
( 2010-05-28 15:27:30 )
...Hej :) Udało mi się zrzucić troszkę wagi :) LOL Chociaż wiem, że to dopiero początek ... Wytrwałość jest najważniejsza ... choć czasami naprawdę mam ochotę się złamać i zjeść np naleśniczki z nutellą :D heheNa razie się trzymam się dzielnie :) Pozdrowienia :) Trzymajcie kciuki :) ...
Pomóżcie...
( 2010-05-30 22:52:19 )
...Mam niespełna 20 lat i ważę około 80 kg przy 171cm wzrostu. Myślę jednak że w moim wieku to niemalże wstyd szczycić się taką masą. Stąd też postanowiłam coś ze sobą zrobić. Chudnięcie, myślę, w moim przypadku może być niesłychanie ciężką sprawą jako że mam naprawdę słabą wolę i słomiany zapał. Vitalia.pl a raczej jej fora i pamiętniki chciałabym zamienić w swego rodzaju wsparcie psychiczne. Mam nadzieję że kontakt z innymi kobietami mającymi podobny problem do mojego, pomoże mi w utrzymaniu chęci do działania. Chcę aby rozmowy z Wami były dla mnie ciągłą motywacją, wsparciem w chwilach rezygnacji.Pozdrawiam serdecznie Pomożecie? ...
Głęboki wdech
( 2010-05-31 09:00:58 )
...Wczoraj moja siostra miała komunię. Cóż, nie jestem z siebie dumna. Były ciasta, i ja samych ciast zjadłam chyba na 1000 kcal,a do tego cukierków czekoladowych..(liczę).. no z 9 w papierkach i jeszcze 4 z bombonierki solidarności :DNo, jednym słowem, zaszalałam!Ojej, i wieczorem też jadłam, kurcze, naprawdę tak, aż mi się niedobrze robiło :PPoza tym jadłam w sumie nie wiele, sałatki, chuda szynka, pieczony kurczak, faszerowane jaja - samo dietetyczne jedzonko poza tymi słodkościami :PJeszcze na dzisiaj trochę zostało ciast, fuuj, jak sobie pomyślę, wczoraj postanowiłam,że dzisiaj już słodkości nie tknę po wczorajszym, ale dzisiaj znowu do śniadania (znowu całkiem dietetycznego) zjadłam dwa kawałki ciasta, wprawdzie niewielkie, ale i tak xPNo cóż, bywa i tak.Wiecie co dziewczyny? Dzisiaj oczywiście zaczynam od nowa, a raczej kontynuuję,bo w piątek i sobotę szło mi ładnie. Nie mam zamiaru się zamęczać z powodu tej jednej porażki, z resztą w miarę nawet świadomej..Czytam na różnych stronkach i forum o odchudzaniu,różne rzeczy.Parę dni temu trafiłam na pewien raport, z którego głównie wynikało,że trzeba kochać swoje ciało. Pokochać swoje ciało. Nie zaakceptować jego wady, lecz pokochać. I zacząć o niego dbać, dając mu to,co najlepsze: zdrową żywność, ruch, świeże powietrze.Ciało jest jak dziecko: nie wolno poddawać się jego dyktaturze, i nie wolno dawać mu zawsze tego, czego chcę.To My tu jesteśmy mózgiem,to my tu rządzimy. Umiejmy zapanować nad ciałem, nad jego odruchami, kiedy ono krzyczy, że chce ciastko!Ja tu rządzę i to ja tu decyduję, bo chcę dać mojemu 'dziecku', mojemu ciału to,co najlepsze, wtedy ono również się odwdzięczy tym,co ma.Wzięłam to sobie do serca, naprawdę. Czuję się odmieniona. Wiadomo,że to samo od razu nie przyjdzie, ale z czasem. Trzeba się po prostu nauczyć panować.To umysł panuje nad ciałem, nie na odwrót.P.S. Ten raport można znaleźć na jakschudnac.com.pl ; naprawdę polecam. Tam jest jeszcze coś do kupienia, ale ja sobie darowałam,bo nie mam kasy. Ale tak kobieta mądrze pisze, myślę,że warto zobaczyć....
9 dni rozpusty
( 2010-06-05 18:37:48 )
...Przez bite 9 dni obżerałam się słodyczami :((I przytyłam 0,5 kg.Nie jestem z siebie dumna, ale czasu nie cofnę:/Od jutra (6 czerwca-a sześć to moja szczęśliwa liczba) zaczynam wszystko od nowa :)))Zrobiłam solidne zakupy (owoce, warzywa, woda niegazowana...)I jestem gotowa do WIELKIEGO powrotu!Strzeżcie się zbędne kilogramy!!!            :):):)...
Odważę się raz jeszcze...
( 2010-06-08 10:20:10 )
...Już tyle kilogramów za mną... A ja nadal nie mogę dojść do celu... Tak mało mi już brakuje... Dlatego zaciskam zęby i próbuję po raz kolejny :) Tym razem do ostatecznego celu 58 kilo....
Głowa do góry
( 2010-06-20 08:16:28 )
...Po dwóch dniach waga stoi w miejscu.... ale się nie załamuję tak miałam wcześniej. Przez 3 dni ważyłam 61,4 i nagle na czwarty dzień ni z gruszki ni z pietruszki ważyłam 60,3. Więc uznam, że to normalne. Już się nie mogę doczekać aż znów wskoczę w stare dżinsy :))) ...
Pogoda piekna, jesc sie nie chce.
( 2010-06-27 15:55:14 )
...Na szczescie. Wczoraj slabo bylo z dietka, bo bylysmy z dziewczynami w Kilkenny, na lunch w restauracji 'gwiazdkowej' Michellin, jedzenie swietne, eklektyczne no i male porcje, czyli sprzyjajace diecie. Warto zjesc mniej ale za to jakie to bylo jedzenie....Mniam. Ja mialam talerz owocow moza, co za cuda. Niestety pozniej zjadlam tez kawalek sernika truskawkowego(ale to juz gdzie indziej), nie byl tego warty, niedobry i mnie po nim mdlilo. A miasteczko ladne, a zycie nocne swietne, wiec dobrze sie bawilysmy. Tylko strasznie jestem niewyspana, juz 7 dzien z rzedu chodze niewyspana i nie zanosi sie na dluzsze polezenie w lozku do soboty. Jako ze wycieczka to byly odstepstwa od zdrowego odchudzania, ale juz wracam na dobra droge. W nastepna sobote czeka mnie 30stka kolegi, musze ubrac moja sexy sukienke i sie swietnie prezentowac, wiec tymbardziej mam motywacje. A w ogole to dziewczyny mowia, ze widac, ze schudlam, moja spodnica olowkowa troche na mnie wisiala. I dobrze, jak schudne to kupie sobie nowa! Jeszcze tylko poczytam co sie tam na vitalii wydazylo od piatku......
0,4 kg mniej
( 2010-06-29 04:44:58 )
...No i waga znowu spadła:-), ale później pewnie stanie w miejscu i nie ruszy. Może teraz to sama woda spada, a nie masa ciała.Nie wiem :-/Wczoraj były ćwiczenia i dziś też będą:-)Fajnie się po nich czuje- jakby spadł ze mnie jakiś ciężar, nie tylko ten w kilogramach:-)Wczoraj to miałam jakiś syty jadłospis bo się strasznie wszystkim najadałam:-)Albo się przyzwyczajam do diety...:-)Dziś wstałam bardzo wcześnie razem z mężem, który na rano dziś do pracy. No i oczywiście od razu na wagę...