Tabata...
( 2010-03-23 20:59:42 )
...
Rozczarowana wczorajszą wagą , a raczej jej zdrowym, aczkolwiek minimalnym
spadkiem, postanowiłam do diety – mniej żreć, za to dobrze – włączyć jako taki wysiłek fizyczny. Miałam
nadzieję, że może nastąpi to później, jednak okazało się, że nie ma lekko, trza
ruszyć tyłek i brać się ostro do roboty!
No więc się wzięłam! Zaaaaaa... TABATĘ! Myślę sobie, to tylko 4 minuty, dam radę , a spala
tkankę tłuszczową nawet po zakończeniu ćwiczeń Zaczęłam od krótkiej
rozgrzewki, potem przeszłam do tego: http://www.youtube.com/watch?v=CHiBwljBtKo Noooo… Jakież było moje
zdziwienie po tych 4 minutach. Ledwom dotrzymała do końca!!! Czerwień zalała mi
twarz, serce jak młotem waliło, nogi się trzęsły jak galareta, ustać jakoś nie mogłam,
myślę sobie matko kochana czy ja naprawdę taki cienki bolek jestem, czy to tak
nieźle daje w doopę??? To przecież takie łatwe i takie niby nic, dziewczynki
góra, dół, góra, dół….... i tak tylko 4 minuty!!!No cóż … może następnym razem pójdzie lepiej, po czym zasapana
niczym parowóz, porwałam się na brzuszki . Zrobiłam trochę, nie za wiele,
ale wniosek jaki wysnułam po zakończeniu „treningu” był jeden, jedyny i
niepodważalny: jestem cienias i muszę, bo czas najwyższy, to zmienić! Normalnie zero kondychy!!!
A ponieważ postanowienie złożone, odwołania niet!A tak abstrahując od tabaty, to po
wczorajszej próbce moich możliwości, dziś mam problem z chodzeniem . Nogi jakieś
nie moje, jakby doczepione, biega się głupio, wiem, bo musiałam podbiec do
autobusu i dziwnie było , po schodach też dziwnie, ale za to jaka dumna jestem z
siebie Pa, pa
...