Walka ze słodyczami!!!
( 2010-05-26 09:26:09 )
...Mobilizacja nie ustępuje, choć wiem, że mogłabym włożyć w odchudzanie więcej wysiłku. Ale jak zapowiedziałam wcześniej - tym razem chcę zrobić to małymi krokami, choć odstawienie słodyczy to był krok siedmiomilowy. Nie myślałam, że jest to możliwe, a jednak mi się udaje. To, że mam problem ze słodyczami, zauważyłam już dawno. Nie do pomyślenia było wypicie kawy bez słodkiego, ani dzień bez ciasteczek. Był czas, że jadłam tylko ciastka przez cały dzień, bo nie czułam głodu - błędne koło... Słodycze stały się moim uzależnieniem i moją zmorą.... Próbowałam zmniejszyć ich ilość spożywania na zasadzie warunków ustalanych przez siebie, np. tylko w weekendy, ale jak tylko weekend był zarwany, to odrabiałam sobie to w tygodniu, albo koleżanka przyjechała na kawę i już nie potrafiłam obyć się bez słodyczy. Potrafiłam zjeść naprawdę dużą ilość słodkiego i pomimo tego, że robiło mi się niedobrze - jadłam dalej. Aż przyszedł dzień 17.04.2010 i powiedziałam sobie DOŚĆ - od dziś nie będę jadła żadnych słodyczy już nigdy!!! Pomyślicie, że zwariowałam, ale ja naprawdę w to wierzę, bo tylko tak mogę z nimi skończyć. Nie uda mi się to, jak założę tylko jakiś okres, np. do czasu schudnięcia, bo wiem, że jak tylko wezmę coś słodkiego do buzi to zacznę od nowa. I już pierwszego dnia, gdy pojawiłam się u mamusi, a tam jakieś nowe ciacho na stole stoi już pojawiła się myśl - kawa i ciacho do niej , mniam. I dopiero po chwili się zreflektowałam, o kurczę, przecież rzuciłam słodycze. Mamusia namawiała mnie, żebym jadła tylko ciasto, albo założyła, że zjem tylko jeden kawałek dzienne, ale ja wiedziałam, że u mnie słodycze są jak u alkoholika alkohol - wystarczy jedna wymówka, by znaleźć kolejne i wpaść w błędne koło!!! Potem była sytuacja z niedokończonym batonikiem mojego dziecka, nieco zgniecionym, ale myślę sobie " No jak to mam wywalić??? Jakie marnotrastwo!!! To może zjem. Taki tam mały kawałeczek!!! Nic nie zaszkodzi!" Słowo honoru, że właśnie tak mi coś podpowiadało w głowie! Na szczęście przyszło opamiętanie, wyrzuciłam ten kawałeczek i ucieszyłam się jak dziecko, które wygrało zabawkę, bo wygrałam ze swoją słabością. I tak bywały jakieś chwile pokusy, ale się nie dałam - ani razu!!! Jedyną słodką rzeczą jaką jem, są lody,które bardzo lubię, ale nie potrafię zjeść ich kilogram, tak jak ciastek. Więc w chwilach załamania i największej ochoty na słodycze sięgam po prostu po loda i mi przechodzi. Stało się też tak, że ochotę na słodkie potrafię zaspokoić słodką gruszką lub jogurtem. Ostatecznie robię sobie miskę płatków Nesqik z mlekiem, bo są bardzo słodkie, ale nie przepadam za nimi, więc i tych nie zjem zbyt dużo. Od tych ponad 7 tygodni bez słodyczy zjadłam te płatki trzy razy, więc chyba nie jest najgorzej. Nie potrzebuje też innych przekąsek, którymi się objadałam po odrzuceniu słodyczy, czyli: paluszków, krakersów i orzeszków. Stąd też może brak spadku wagi przez ten cały okres. Ale teraz czuję, że jest ok. Nie mam takiej ochoty na słodkie, nie podjadam innych kalorycznych przekąsek i mam siłę by walczyć dalej. Także za mną dzień bez obżarstwa w sumie zjadłam 3 bułki z kiełbasą i zjadłam dwa talerze cienkiego krupniczku, do tego jogurt i gruszka. A na zakończenie dnia godzinna jazda na rowerku!!! Super!!!...